Dolina Pankisi – mniej o ISIS więcej o ludziach

“Nie można przekroczyć granicy między życiem a śmiercią, żyć dalej i nie zapłacić za to ceny.”

Przed domem dziewiętnastoletniego Temirlana, w Duisi, największej miejscowości w wąwozie Pankisi wita nas cała rodzina. Przyjechałam tu z dziennikarzami z organizacji, z którą współpracuję. Buty zdejmujemy przed wejściem, zaraz za progiem każdy dostanie parę kapci. Bez kapci chodzić nie wolno, bo podłoga zimna. Jak u babci. Rozkładamy sprzęt, sprawdzamy światło. Robię kilka zdjęć, ale od początku czuję, że to nie na miejscu. Godzenie pogoni za „momentem” i szacunku do czyjejś prywatności wciąż przysparza mi trudności.

W domu panuje ciągły ruch. Kobiety siedzą w głównym pomieszczeniu i kuchni, mężczyźni zbierają się przy namiocie polowym, który jest miejscem żałoby. Dodatkowo, z całej Gruzji zjeżdżają się dziś tutaj dziennikarze. Wszyscy czekają na rzecznika praw obywatelskich. Przyjedzie, aby porozmawiać z rodziną chłopaka, który zmarł przed tygodniem po postrzeleniu go w głowę przez służby specjalne.

Nata, siostra Temirlana wzięła na swoje barki obowiązek organizowania spotkań i opowiadania o śmierci brata.  Obserwuję jej bardzo szczupłą, bladą, zgarbioną sylwetkę. Wydaje się być niemal przeźroczysta. Na jej twarzy nie malują się żadne emocje kiedy oprowadza nas po domu, kieruje się do sypialni, gdzie na szaroburym materacu wciąż, niczym przypieczętowanie tragedii odcina się plama bordowo-brunatnej krwi. – Nie możemy posprzątać, wciąż czekamy na ekspertyzę. Ale zakryliśmy narzutą, żeby nie musieć na to patrzeć – Nata tłumaczy się. Z nieporządku? Zaniedbania? Słabości?

 

 

“Plemiona skazane na sto lat samotności nie mają już drugiej szansy na ziemi.”

Dolina Pankisi rozpościera się w północno – wschodniej części Gruzji, pomiędzy Chewsuretią, a Tuszetią. Nazywana zwyczajowo „wąwozem” w rzeczywistości jest szeroką na 5, a długą na 10 kliometrów doliną, skąd wypływa rzeka Alazani. Pankisi zawsze było nieco zapomnianym skrawkiem Gruzji, mimo żyznych gleb i zapierających dech w piersiach widoków. W XIX wieku przez wysokie przełęcze na północy do doliny przybyli Kistowie, lud wywodzący się z Czeczenii. Różnili się od miejscowych tradycjami, kulturą, a przede wszystkim wiarą. Kistowie to jak większość Czeczeńców, muzułmanie.  Mimo swojej odmienności szybko zadomowili się w dolinie, asymilując z nielicznymi mieszkającymi tam Gruzinami. Na przestrzeni wieków stworzyli wyjątkową mieszankę gruzińsko-czeczeńskich zwyczajów, tradycji. Przyjęli  gruziński język, paszporty, kulturę. Zachowali wiele swoich tradycji oraz religię. Kruchą, wypracowaną przez lata równowagą w dolinie wstrząsnęły dopiero w połowie lat dziewięćdziesiątych wojny rosyjsko-czeczeńskie po drugiej stronie gór.

 

 

 

 „…bo jeśli ktoś porzuca miejsce na ziemi, które zostało mu wyznaczone i wyrusza w świat za lepszym życiem, to czy sam nie ściąga na siebie klątwy, która sprawi, że już nigdy nie przestanie wędrować i szukać bez końca czegoś, czego nigdzie i nigdy nie znajdzie?”

 

W 1994 roku wybuchła pierwsza wojna czeczeńsko-rosyjska. W Groznym i okolicach zrobiło się niebezpiecznie. Czeczeńcy przypomnieli sobie wtedy o swoich pankiskich braciach z rajskiej, spokojnej doliny po drugiej stronie wysokich gór. Gruzińscy pogranicznicy nie zapuszczali się w te rejony  więc przekroczenie granicy było formalnością. To zachęciło do przyjazdu nie tylko szukających bezpiecznego kąta z dala od okropieństw wojny uchodźców. Pojawili się też czeczeńscy partyzanci, najemnicy, wahabici, mudżahedini, po przegraniu świętej wojny w Czeczeni uciekający przed sądem wojennym. Szybko zaczęli wprowadzać swoje porządki w dolinie. Piętnowali niekonsekwencje miejscowych w przestrzeganiu koranu, dziwili się tolerancyjnemu podejściu do innych religii i tradycji. Wystąpili przeciwko Radzie Starszych, nieformalnemu organowi lokalnej władzy, tradycyjnie stojącemu na straży porządku. W wyniku tego konfliktu został im zakazany wstęp do meczetu więc wybudowali swój, nowy, by modlić się tam zgodnie z wolą Allaha. Młodzi chłopcy z okolicznych wiosek, znudzeni monotonnym życiem w dolinie i brakiem perspektyw czy alternatyw chętnie w nim przesiadywali, chłonąc słowa partyzantów i szyickich mułłów. I tak, powoli, jeden po drugim, młodzi chłopcy zaczęli znikać z Pankisi. Oficjalnie mówiło się, że jadą do Europy za pracą. Nieoficjalnie wszyscy wiedzieli, że zasilają szeregi bojowników Państwa Islamskiego w świętej wojnie w Syrii.

 

W tamtych czasach Pankisi zaczął ogarniać ekstremizm, którego ani władze Gruzji, ani Rada Starszych nie potrafiła opanować. Dolina zyskała złą sławę kaukaskiej kolebki bojowników Państwa Islamskiego, której nie pozbyła się do dnia dzisiejszego. Z doliny wyjechali urzędnicy, policjanci,  a ona sama stała się bezpieczną przystanią dla wszystkich, którzy z jakiegoś powodu chcieli ukryć się przed światem. Kwitł przemyt, kontrabanda i korupcja. Gruzini zaczęli odnosić się do Kistów z wrogością, obarczając ich winą za tą sytuację, jednocześnie nie oferując pomocy w jej opanowaniu.

Nad doliną zawisła realna groźba interwencji ze strony największego sojusznika Gruzji, a jednocześnie najbardziej zaciekłego przeciwnika muzułmańskiego radykalizmu – Stanów Zjednoczonych. Niebezpieczeństwo jakie niosłoby takie rozwiązanie dla zwykłych mieszkańców Doliny zmusiło Radę Starszych i bojowników do wypracowania kompromisu. Zbiegło się to w czasie z nieudaną interwencją bojowników w Abchazji. Rozbite, przerzedzone oddziały zaczęły powoli opuszczać dolinę, udając się w drogę powrotną do swej ojczyzny lub na kolejne święte wojny.

W Pankisi zapanował względny spokój.

Aż do ubiegłorocznego grudnia.

 

 

Ale młodzi tego nie lubią, oni czasu nie liczą, jeszcze się im wydaje, że mają go aż nadto. Przed nimi świata nie wolno zamykać. Oni potrzebują wielkich marzeń, przestrzeni, powietrza. Nie wolno im tego odbierać, po co mają od razu wiedzieć, że w ich życiu nic wielkiego ani ważnego nie musi się wydarzyć.

 

Stoimy na tarasie na pierwszym piętrze domu, przed drzwiami do pokoju Temirlana. To tędy, 26 grudnia 2017 roku gruzińskie służby specjalne weszły cicho, pod osłoną nocy, z zamiarem aresztowania go pod zarzutem współpracy z bojownikami Państwa Islamskiego. Dlaczego próba aresztowania zakończyła się postrzeleniem w głowę dziewiętnastolatka, leżącego w swoim łóżku? Według oficjalnej wersji policjant strzelał w obronie własnej, broniąc się przed granatem rzuconym przez chłopaka. Granatu nie znaleziono, jak również żadnej innej broni.

Marina mieszka w sąsiedztwie, w tych trudnych dniach jest z rodziną, krząta się niczym dobry duch domu. Przemyka pomiędzy kamerami, szlochającymi kobietami, dywagującymi mężczyznami, sunie po tarasie to w jedną to w drugą stronę. Nasze spojrzenia się spotykają, od razu zauważa, że jestem trochę zagubiona.

– Mówisz po rosyjsku? Widzisz, tam (pokazuje na drugą stronę ulicy) zmarła wczoraj kobieta. Nie wytrzymała tego co się stało. Dzisiaj pogrzeb. Znała Temirlana od dzieciństwa, była dla niego jak babcia. Też jakby dziecko straciła. On od zawsze miał problemy z oczami, wstydził się wychodzić, całe dnie spędzał w domu. W tamtym roku, na 18 urodziny, zebraliśmy pieniądze i zorganizowaliśmy operację w Niemczech. Od razu inny chłopak się zrobił. Zaczął do ludzi wychodzić, cieszyć się. No, ale gdzieżby on to wszystko w rok zdążył zrobić?

Dowodem przeciwko Temirlanowi jest nagranie kamery ze sklepu w Tbilisi, gdzie jest on widoczny w towarzystwie Akhmeda Chatayeva. Chatayev był jedną z najważniejszych osób wśród muzułmańskich radykałów na kaukazie, najprawdopodobniej odpowiedzialny za zamach na lotnisku w Turcji w 2015 roku. Był, bo został zabity w wyniku operacji służ specjalnych w Tbilisi w listopadzie, niedługo po tej wizycie w sklepie.

-Oczywiście, że się znali –mieszkańcy Duisi przyznają otwarcie. Wszyscy go tu znaliśmy. Przyjechał z Czeczeni, legalnie, robił interesy w Tbilisi. Nikt nie myślał, że się tu ukrywa. Nie mówił po gruzińsku więc mu pomagaliśmy, jak mogliśmy. Tak jak każdemu Czeczenowi byśmy pomogli. Tak działa nasza społeczność.

 

 

Ostatnie wydarzenia w Pankisi kładą się cieniem na kruchym, wypracowanym zaufaniu miejscowej ludności do gruzińskiego rządu. W wioskach organizowane są protesty, społeczność domaga się sprawiedliwego i jawnego śledztwa. Paradoksalnie, nasilają się radykalne nastroje. W poczuciu bezradności, niesprawiedliwych zarzutów i bezkarności z pomocą i odpowiedziami może przyjść religia, w swojej radykalnej formie.  Miejscowi boją się również praktycznych konsekwencji – szum, który powstał wokół sprawy może zniweczyć wysiłki włożone w odbudowę zszarganej reputacji doliny i zniechęcić turystów do przyjazdu. Tragedia, która spotkała rodzinę Machalikashvili okazuje się mieć wiele wymiarów i jest soczewką nastrojów i problemów w dolinie, jak również w wielu innych miejscach na  świecie. Gdzie i dlaczego rodzi się radykalizm? Kto jest za ten proces odpowiedzialny? Do którego momentu działania można tłumaczyć „interesem publicznym”? Czy strach jest wystarczającym usprawiedliwieniem?  I najważniejsze dla mnie – co stanie się, jeśli zamiast uogólnień zobaczymy poruszającą historię pojedynczego człowieka?

 

Cytaty pochodzą z książki “Wszystkie wojny Lary” Wojciecha Jagielskiego.

Reportaż nad którym pracowaliśmy można znaleźć tutaj (po angielsku lub rosyjsku)

2 Replies to “Dolina Pankisi – mniej o ISIS więcej o ludziach”

  1. Royal CBD says:

    We stumbled over here coming from a different page and thought I might check things out.

    I like what I see so now i am following you. Look forward to exploring your web page repeatedly.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *