Wędkarze, Sukhum

Wieczorami w Sukhumi następuje zmiana warty. Rosyjscy turyści zbierają leżaki, parasole, parawany i chowają się przed brakiem słońca w hotelowych salonach. Pustoszeją nabrzeżne knajpki, w których nie można zjeść ryby, sklepiki z włoskimi lodami, trampoliny, przenośne studia masażu. Przy zachodzącym słońcu, na nadbrzeżu pojawiają się miejscowi. Część zostaje przy głównym wejściu na miejską promenadę – tam, przy warcabach i kartach kwitnie lokalny hazard. Druga część pakuje wędki, robaki, składane taborety  i zasiada na pomostach i pozostałościach portu wojskowego.

Nikomu nie spieszy się chyba nigdzie. Obserwujemy nieruchome wędki, rozmawiamy. Słońce coraz bardziej chowa się za horyzontem, złapanych ryb w koszyku nie przybywa. Mam wrażenie, że nie po ryby tu przyszli. Raczej po chwilę wytchnienia i oderwania od codzienności.

A codzienność widzą raczej w szarych barwach. Duże bezrobocie, niskie świadczenia socjalne, brak perspektyw. Status społeczny często wyznacza tu rodzaj posiadanego paszportu. Masz rosyjski – dobrze dla Ciebie, zapewnia on wyższą emeryturę, dodatkowe świadczenia,  możliwość wyjazdu za granicę. Jeśli z jakichś powodów nie mogłeś/nie chciałeś zdecydować się na ten paszport – świat kończy się na Abchazji i jej ograniczonych możliwościach.

Obserwujemy nieruchome wędki, rozmawiamy. Słońce zachodzi, kolejny dzień się kończy.  Wędkarze nie mają pretensji do Gruzinów, co najwyżej do polityków. Pogodzili się ze swoim położeniem. Tylko niewykorzystanych możliwości trochę żal i świata, do którego nie mają dostępu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *